Świadectwa

ZAPROSZENIE

KONTAKT

SPIS TREŚCI

SESJA LETNIA BRENNA 2010

Świadectwa

W lipcu 2010, przeżyłam Sesję Charyzmatyczną w Brennej - POKAŻ NAM OJCA! Przeżyłam piękne dni napełniania się Bogiem. Tematy i prowadzenie sesji było dostosowane do każdego uczestnika. Kolejny raz przekonałam się, że jestem dla Boga-Tatusia najważniejsza. Osoby prowadzące pięknie pokazywały nam Ojca!

Każda sesja była doskonale przygotowana, coraz bardziej zadziwiałam się Panem Bogiem. Zrozumiałam jak wielką barierą, oddzielającą mnie od Boga, jest grzech. Zrozumiałam, że żyć w prawdzie, to żyć z Bogiem.

Dużo o miłości Pana Boga mówił nam Ks. Tadeusz Skrzypczyk. Łagodnie i cierpliwie tłumaczył i opowiadał.

Był także o. Andrzej Smołka. Jego wykłady pomogły mi zrozumieć, że to JEZUS wziął na siebie nasze grzechy, a daje nam świętość. To Dar od Niego! Wsłuchana w o. Andrzeja, czułam jak Jezus mnie przytula, jak smutek zamienia się w radość bycia dzieckiem Bożym. Zrozumiałam też, nie mogę tej Miłości zatrzymać tylko dla siebie - mam się Nią dzielić z braćmi i siostrami. Nie możemy przestać dzielić się Ewangelią!

Przeżyte rekolekcje pomogły mi zobaczyć Ojca!

Dziękuję Panu Bogu za mnie.

Dziękuję wszystkim, dzięki którym możemy przeżywać rekolekcje.

Dziękuje grupie muzycznej, grupie liturgicznej i wszystkim, dzięki którym mogłam tak bardzo przytulić się do BOGA - OJCA - TATUSIA!

Dziękuję moim bliskim za to, że mogłam pojechać na rekolekcje.
Teresa z grupy "Ofiarowania Pana Jezusa w Świątyni" z Tychów - Paprocan

SESJA ZIMOWA KATOWICE-BOGUCICE 2013

Świadectwa

Jesteśmy powołani do życia miłością na co dzień .Jak kochać nie tylko tych, co nas kochają. Rekolekcje przypomniały mi do czego zostaliśmy powołani kim jesteśmy w oczach Boga. Na ile w moim życiu jest modlitwy uwielbienia, która otwiera na obecność Boga i jest wyrazem mojej miłości do Niego. Abym w codzienności nie zapominała kim jest Ten, któremu zawierzyłam. Jak przejść przez życie opierając się na Bożym ramieniu i powiedzieć: "Panie chcę tego, czego Ty chcesz".

Kochać to dawać siebie
Urszula

 

Jesteśmy wszyscy Braćmi i powinniśmy wzrastać w życiu modlitewnym, a nasza modlitwa winna być troską o innych Braci. Owocem rekolekcji jest zamiar podjęcia posługi modlitwy w intencjach Braci. Oczywiście modlitwa jest obecna w moim życiu, także za innych, myślę tutaj o włączeniu się w indywidualną modlitwę wstawienniczą w intencjach Odnowy. Bóg utwierdził mnie w przekonaniu, że moja droga na co dzień jest właściwa i mam trwać przy Nim, a On jak "Ogrodnik będzie mnie upiększał, abym był jednym z wielu kwiatów w jego Ogrodzie"

Bogarodzico Tobie się powierzam
Holdek

 

Zimową sesję miałam przeżyć w skrytości serca, trochę z boku. Plan taki miałam...

Pan jednak przypomniał mi, że jestem dla Niego ważna i nie powinnam zachowywać się tak, jakbym przeszkadzała, czy narzucała się z własnymi problemami (bo przecież inni mają większe). W nowej odsłonie trafiły do mnie słowa, że Pan jest moim Ojcem, Tatusiem. Tak po prostu i niezwykle zarazem. Zamiast siedzenia w kąciku, zaprosił mnie abym głośno przed wszystkimi, opowiedziała doświadczenie naszej grupy z zadania polegającego na zapraszaniu ludzi na Mszę Świętą. Zaprosiłyśmy stałych bywalców pewnego baru piwnego. Czy przyszli? Nie wiem, ale wiem, że Ojciec podniósł moją głowę i wypełnił moje serce radością.

Chwała Panu!
Monika z Mysłowic

Niech będzie Bóg uwielbiony.

Jestem wdzięczna Bogu za łaskę rekolekcji, na które czekałam od wiosny. Miałam nadzieję, że wszystko ułoży się tak, bym mogła w nich uczestniczyć.

Obecny czas nie jest dla mnie łatwy i nie mam powodów do zadowolenia sama z siebie. Tym bardziej wzruszyło mnie, że mój Bóg jest tym garncarzem cierpliwie pochylającym się nad naczyniem, że się uśmiecha, bo wie, że coś ze mnie ulepi. Zapamiętałam ten obraz z pierwszej adoracji. Doświadczyłam też radości ewangelizacji, gdy chcąc nie chcąc, trzeba było podchodzić do ludzi na ulicy, by zaprosić ich na Mszę Świętą z modlitwą o uzdrowienie duszy i ciała. Pan dał łaskę i łatwo poszło. Za mało dotąd wielbiłam bezinteresownie Boga i Jego dzieła. Mam postanowienie nadrobić ten brak, bo bez uwielbiania nie doświadczam radości chrześcijańskiej. Wiem już dokładnie, co oddziela mnie od bliźnich. Te grzechy wymienia św. Paweł, ich zalążki tkwią we mnie: złe żądze.

Doświadczenie Wspólnoty jest cenne, bo widzę, że każdy się z czymś zmaga, a to pozwala mi zdystansować się do własnych problemów. Narzekanie zabija Ducha, nie jest właściwą postawą. Postaram się go unikać. Postanawiam mocniej związać się z Odnową.

Chwała Panu za wszystko co mi uczynił.
Magda

Dziękuję Bogu, że mogłam uczestniczyć w rekolekcjach Odnowy w Duchu Świętym. Bardzo potrzebowałam tego czasu dla siebie i dla Pana Boga, żeby te parę dni być bliżej Niego. Tematy konferencji były mi już znane, ale pewne słowa wypowiedziane z mocą zapadły jakby głębiej w moje serce: Życie jako cudowny dar Boga, Miłość Boga bezinteresowna, ofiarna, dlatego tak trzeba kochać innych; przekładanie tej miłości na konkrety w postaci służby drugiemu człowiekowi; modlitwa uwielbienia, w której zawiera się wszystko, także prośby i dziękczynienie.

W ciągu ostatnich 2 lat z powodu pewnej znajomości doznałam bolesnego zranienia i związanego z tym cierpienia. Modliłam się w tej sprawie, ale ból do końca nie ustąpił. Podczas modlitwy o uzdrowienie w czasie poniedziałkowej Eucharystii prosiłam za innymi bliskimi, znajomymi osobami, ale gdy kapłan z Panem Jezusem w monstrancji stanął nade mną poprosiłam o uzdrowienie mojego wnętrza. Już po chwili poczułam ogromny pokój. Jedna z osób prowadzących modlitwę wypowiedziała słowa o uzdrawianiu kobiety odczuwającej ból kręgosłupa lędźwiowego. Ta partia ciała bolała mnie od dawna, pomyślałam więc, że to może mnie dotyczy. Rano wstałam bez bólu, mój kręgosłup spisuje się nieźle. Otrzymałam "bonus", o który nie prosiłam. Chwała Panu za wszystko co dla mnie uczynił.
Bogna, Katowice-Koszutka, grupa "Narodzenie"

Mam na imię Joanna. Kilka lat temu, będąc na Czuwaniu na Jasnej Górze, podczas jednej z konferencji ujęły mnie słowa ks. Stanisława Orzechowskiego na temat oddawaniu Bogu pokłonu - codziennie rano, zaraz po przebudzeniu. Zaczęłam to praktykować. Po około trzech latach zaprzestałam tej praktyki. Będąc tego roku na zimowej Sesji Charyzmatycznej, usłyszałam je ponownie z ust ks. Wojciecha Nowackiego, kiedy to przywołał je i dał świadectwo tej praktyki w swoim życiu. Pragnę podziękować Panu Bogu za słowa świadectwa ks. Nowackiego, które były dla mnie wielką zachętą, by powrócić do tej formy oddawania Bogu należnej czci, uświadomiły mi również (po raz kolejny), jak wielką wartość ma świadectwo wiary drugiego człowieka, jakim potrafi być umocnieniem. Pan Bóg upomniał się o ten pokłon nie dla Siebie, ale dla mnie, by przywrócić mi radość porannej modlitwy i by przypomnieć mi jaki piękny jest dzień rozpoczęty od oddania chwały i czci Bogu, Jedynemu Bogu. Dziękuję...
Joanna z Jastrzębia

SESJA ZIMOWA KATOWICE-BOGUCICE 2014

Filmy

YouTube

Świadectwa

Mam na imię Ines i mam 26 lat. W styczniu wraz z mężem brałam udział w sesji charyzmatycznej w Bogucicach. Byłam tam niestety tylko dwa dni, ale i tak był to dla mnie niesamowity czas.
Będąc tam miałam wrażenie, jakby każde słowo kierowane było tylko w moją stronę (pewnie współuczestnicy czuli to samo). Piękne jest to, jak Wszechmogący każdego z nas traktuje indywidualnie i daje nam to odczuć. Piękne jest to, jak wychowuje nas każdego dnia, wystarczy tylko otworzyć Mu swoje serce, a łaski poleją się jak lawina.
Mogłabym napisać o wielu łaskach, którymi Pan obdarował mnie w przeciągu tych dwóch dni, ale pozwólcie, że skupię się na pięknych słowach, które wypowiedział do mnie Ks. Tadeusz.
Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu zapragnęłam pójść na sam tył salek. Poczułam pragnienie odizolowania się po to, żeby móc się skupić, żebym mogła wpatrywać się z dala w naszego Miłosiernego i zjednoczyć się z Nim. Jak tylko wstałam i skierowałam się do tyłu, szybko okazało się, że nie będę tam sama ponieważ siedzieli tam Księża. Nie miałam pojęcia, co z sobą zrobić, nie potrafiłam zaleźć sobie miejsca, stanęłam przed Księżmi, ale miałam wyrzuty, że zasłaniam im naszego Pana. Wtedy Ks. Tadeusz powiedział - "Jeśli Go kochasz, jesteś przeźroczysta". Te słowa poruszyły moje serce, a to dlatego, że mniej więcej dwa tygodnie przed sesją mój spowiednik modlił się za mnie (ze mną) abym stała się przeźroczysta jak kryształ, aby we mnie widoczny był tylko Jezus. Bardzo pragnęłam być prześroczysta, pragnęłam dążyć do tego, ale do końca nie wiedziałam jak. Pan Jezus przez Ks. Tadeusza powiedział mi, jak to osiągać, po prostu przez MIŁOŚĆ DO CHRYSTUSA --- PO PROSTU . Wystarczy prawdziwie pokochać Jezusa .
Dziękuje wszystkim za wspólnie spędzony czas który zbliżył nas do życia wiecznego w mocy Pana naszego .
Ines

Jestem szczęśliwa, że kolejny raz mogłam  uczestniczyć w charyzmatycznej Sesji Odnowy w Duchu Świętym.
Już podczas pierwszej konferencji niesamowicie umocowała się w moim sercu  wypowiedź księdza Mariusza Mika o znaku  Krzyża, który codziennie na sobie kreślimy. Krzyż oczywisty znak chrześcijanina. Usłyszane tam nie po raz pierwszy słowa, zostały jednak  po raz pierwszy prze ze mnie zrozumiane, olśniły mnie.
W Krzyżu - tajemnica Trójcy Świętej. Znak Krzyża jest najkrótszą modlitwą. Ważną modlitwą. Kreślimy na sobie znak krzyża, czy zawsze z należytą pobożnością, może nieraz w pośpiechu, może nieraz bezmyślnie,  może nieraz bardziej skrycie a może nawet i rezygnujemy  z tego znaku znajdując się w miejscu publicznym.
Gdy mijam świątynie, stawiam znak krzyża  na sobie, pozdrawiam Boga, daję świadectwo wiary, modlę się najkrócej: W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Z radością Cię pozdrawiam,Boże mój. Amen.
Joanna

Niech będzie Bóg uwielbiony w Tobie, który teraz czytasz!
Jestem siostrą ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza. Na spotkaniu Odnowy w Duchu Świętym dowiedziałam się, że są organizowane jakieś rekolekcje. Nie brałam ich pod uwagę, ale na modlitwie coś mnie tchnęło i nie dawało spokoju, by zapytać s. Przełożonej, całkowicie zawierzając Bogu - jeśli On chce bym była, to będę. Nawet nie wiedziałam jaki temat, bo się tym nie interesowałam. Dopiero po zgodzie s. Przełożonej dowiedziałam się, że to będzie sesja charyzmatyczna o Duchu Świętym, a to był temat bardzo ważny dla mnie i wiedziałam, że to jest całkowicie Jego dzieło, Jego plan.
Na sesji zrozumiałam, że mam podzielić się w grupie swoim dwudziestoparoletnim doświadczeniem życia wspólnotowego. Na sesji też doświadczyłam wspólnoty. Zrozumiałam, że nie trzeba się bać charyzmatów i ich konsekwencji, że są potrzebne do służby, posługi. Doświadczyłam też daru uśmiechu pełnego wdzięczności, miłości. "Autentyczna radość to obecność Boga w nas". Tak mówił bł. Ks. Jerzy Popiełuszko. Zrozumiałam jak ważne jest świadectwo życia, ale też mówione czy pisane. Autentyczność. Jak ważne jest by dawać siebie i z siebie, a Bóg stokrotnie wynagrodzi. W sobotę gdy chodziliśmy po ulicach nie miałam odwagi by coś z siebie dać oprócz wspólnego spaceru, ale byłam bardzo zbudowana moją współsiostrą, która z wielkim zaangażowaniem i gorliwością zapraszała na Mszę Świętą z modlitwą o uzdrowienie duszy i ciała. Natomiast w niedzielę pierwsza rozdałam zaproszenia, które miałam. Bóg jest cudowny . To co wydawało się niemożliwe staje się możliwe. Nie wierzę w przypadki tylko w Boga i Jego plan . Jedynym moim rozczarowaniem na sesji było to, że za mało modliliśmy się za osoby konsekrowane. Żyjemy w jednym Kościele i tak jak Wy - Ludzie Odnowy - potrzebujecie nas siostry, braci, dziewice konsekrowane, tak my potrzebujemy Was, Waszej duchowości, Waszej modlitwy, czasem Waszej determinacji, odwagi, świadectwa, a nawet ośmielę się powiedzieć pewnego rodzaju "zawstydzenia". Potrzebujemy siebie nawzajem nie dla wzajemnej adoracji lecz na CHWAŁĘ BOGA i JEGO ZWYCIĘSTWA. Proszę pamiętajcie też o nas osobach konsekrowanych i o modlitwie o nowe powołania.
Oblubienico Ducha Świętego, módl się za nami.
Dziękuję za wspólną modlitwę .
s. M. Małgorzata SCB

Podczas tegorocznej sesji charyzmatycznej Pan Jezus mocno dotknął mego serca. Poruszane podczas konferencji i pracy w grupach tematy były jakby dla mnie przygotowane.
Od pewnego czasu walczyłam z uczuciem doznanej krzywdy. Modliłam się za osoby, które uważałam, że bardzo mnie upokorzyły, jednak nawet długa , kilkudziesięciodniowa nowenna w tej intencji nie przyniosła rezultatu. Wciąż odczuwałam wrogość, agresję, gniew i poniżenie.
Dopiero przytoczona przez ks. rekolekcjonistę konkretna opowieść o kobiecie, która w niesamowity sposób zachowała się wobec morderców jej męża i syna, w sposób święty i na wskroś chrześcijański, zawstydziła mnie w mej małostkowości. Skoro ona mogła wybaczyć potworną krzywdę, to ja mogę znieść to upokorzenie.
Pomogło mi też dzielenie się w grupach, które jest poufne, więc mogę tylko powiedzieć, że pierwszy raz popłynęły mi palące łzy w takiej sytuacji, wcześniej bez zmrużenia oka opowiadałam o swym nawróceniu. Te łzy wypłynęły z niezagojonej rany, która zaczyna zdrowieć.
Dopełnieniem stała się spowiedź święta, gdy otrzymałam jasne wskazówki jak przebaczyć do końca.
Pierwszy raz doznałam też fizycznego uzdrowienia. Na tydzień lub dwa przed rekolekcjami odczuwałam przykre, bolesne zmiany na podniebieniu i w dziąsłach. W trakcie rekolekcji wszystko ustąpiło.
Za wszystko niech będzie chwała Panu.
Magdalena

Na rekolekcjach urzekła mnie opowieść o niezwykłej kobiecie - Pani Mieczysławie Faryniak z Dursztyna. Pani Mieczysława nawiązała bardzo osobistą relację z Bogiem, następnie podjęła konkretne decyzje, rozeznała i wypełniła swoje życiowe powołanie. Odkryła swoją własną drogę do Boga po prostu służąc z miłością innym ludziom, odgadując ich pragnienia, tęsknoty i życiowe potrzeby. W napotkanych osobach spotykała samego Boga i służyła Mu z miłością. Przez tak zwyczajne działanie jak gotowanie obiadów, pieczenie chleba i karmienie głodnych, przez słuchanie ludzi i towarzyszenie im w życiu, modlitwę i uwielbienie Boga - codziennie żyła w Bożej obecności. Myślę, że to jest droga, którą warto pójść, bo na tej drodze spotkamy Jezusa.
Powierzam orędownictwu tej świętej mistyczki nasze GRUPY ODNOWY w DUCHU Świętym prosząc o potrzebne narzędzia (charyzmaty) do wypełnienia naszego powołania.
Ula Polczyk, grupa PRZEBUDZENIE, Katowice

Zastanawiając się nad przebytymi rekolekcjami w Bogucicach do głowy przychodzą mi trzy rzeczy, może nie bezpośrednio związane z tematem rekolekcji, ale mające bliskie powiązanie.
Po pierwsze z księdzem prowadzącym rekolekcje przyjechał chłopak, który opowiedział nam świadectwo na temat swojej relacji z Bogiem. Po jego wyglądzie oraz wygłoszonym świadectwie bardzo szybko stwierdziłem, że nie wiem, po co on tam przyjechał, w jego świadectwie niebyło nic szokującego, nic takiego, co mogłoby rzucić człowieka na kolana. Dopiero wieczorem podczas modlitwy przekonałem się, jak bardzo się myliłem i dlaczego jest on tam z nami. Po prostu zaczął prowadzić modlitwę, jego słowa płynące prosto z serca oraz łatwość modlitwy pokazały mi, jak nie powinienem szufladkować ludzi po pierwszym wrażeniu, wtedy też poczułem pragnienie, by modlić się i być tak blisko Boga jak ten chłopak.
Po drugie moje odczucie po spotkaniu się z całą wspólnotą było bardzo chłodne, nie czułem się tam dobrze. Jednym z czynników, przez które miałem takie odczucie, była średnia wieku ludzi, którzy tam byli. Lecz z biegiem czasu dzięki poczuciu wspólnoty, ciepłu ludzi tam przebywających oraz wspólnej modlitwie i spotkaniom w małych grupach moje odczucia całkowicie się zmieniły. Do takiego stopnia, że pod koniec mojego ostatniego dnia na rekolekcjach czułem niedosyt i smutek, że to już jest koniec.
Po trzecie w trakcie rekolekcji wychodziliśmy na miasto z ulotkami w celu zaproszenia ludzi na Mszę, która odbyła się w poniedziałek. Podczas tych wyjść bardzo zaimponowała mi moja żona, która bez skrępowania podchodziła do obcych ludzi, zapraszała ich i nie zrażała się niepowodzeniami, a do mnie dotarło, jak ciężko jest mi się przyznać do Boga przed innymi ludźmi. W pierwszym dniu w ogóle nie miałem odwagi podejść do kogoś, dopiero na drugi dzień z wielkim trudem się przełamałem.
Podsumowując te rekolekcje dziękuję Bogu za ten czas, że mogłem go przeżyć razem z żoną oraz wspólnotą, za to że pan Bóg pokazał mi moje słabości oraz to, ile jeszcze pracy jest przede mną. Dziękuję również za pokazanie dlaczego tak ważna jest wspólnota, oraz że dzięki temu zachęcił mnie do aktywniejszego włączenia się w wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym.
Tomek

Na te rekolekcje pojechałam jako osoba chora, przygotowująca się do operacji. Nie wiedziałam, czy u współuczestniczących w tych rekolekcjach znajdę wyrozumiałość dla uciążliwości związanych z moją chorobą. Nie byłam pewna, czy mogę liczyć na zrozumienie i pomoc z ich strony, ale postanowiłam zostać i całkowicie zaufać Bogu, zdając się na Jego łaskę.
Przez cały pierwszy dzień rekolekcji modliłam się o wyrozumiałość organizatorów i współuczestników tych rekolekcji, abym nadal mogła brać w nich udział. Wieczorem tego samego dnia okazało się, że Pan Bóg mnie wysłuchał, ponieważ nikt z organizatorów nie wymagał ode mnie czegoś, czego nie byłabym w stanie spełnić.
Cieszę się, że przez całe te rekolekcje mogłam kochać i być kochana.
Poznałam też inne osoby jeszcze bardziej chore niż ja, które uczyły mnie zachowania równowagi i pogody ducha w chorobie.
Cieszę się, że mogłam doświadczyć, że ani choroba, ani starość nie są przeszkodą, aby kochać i być kochanym przez ludzi.
Katarzyna

SESJA ZIMOWA KATOWICE-BOGUCICE 2015

Świadectwa

Przeżyliśmy ten czas bardzo owocnie, o czym świadczą liczne świadectwa składane przez uczestników sesji. Niektóre z nich zamieszczamy poniżej:

Dziękuję Ci Jezu:
za uświadomienie węzła lęku, i że mogłam go teraz oddać Tobie
dziękuję za uświadomienie mi, że nie jestem dziwolągiem jednym na milion, ale posiadam jeden z ośmiu temperamentów
dziękuję, że uświadomiłeś mi, że jestem wolna od brania czyjejś uwagi do siebie z bólem serca
dziękuję, że dałeś mi obraz, że pokazałeś mi Roberta, który już nie potrzebuje, żebym nieustannie się martwiła
dziękuję, że pokazałeś, że jestem obdarowana jako człowiek duchem zdolnym do pełnego współdziałania z Duchem Świętym do pełni życia.
Dominika

Panie Jezu dziękuję Ci za uwolnienie od lęku, który nie pozwalał mi stawać się dzieckiem Bożym pełnym ufności i zawierzenia.
Dziękuję za łaskę poznania mojego temperamentu. Pomogło mi to zaakceptować siebie. Chwała Panu!
Halina

Panie bądź uwielbiony za doświadczenie pokoju serca. Za słowa, które wlałeś w me serce: daj Mi swoje zranione serce.
Za to, że Twoją miłością pragniesz dotknąć tych relacji, które wymagają uzdrowienia.
Dzięki Ci Panie za to, że pokazujesz mi co jest przyczyną mojego smutku, lęku, zniechęcenia do życia, że pragniesz abym Tobie przynosiła te rany z przeszłości, które mają wpływ na moje obecne zachowanie i relacje z innymi.
Dzięki Ci Panie, że zdejmujesz ze mnie kajdany, które mnie wiążą i nie pozwalają w pełni żyć dla Twojej chwały.
Dzięki Ci Panie również za mój temperament, za dary, które złożyłeś w mym sercu, i którymi mogę się dzielić z innymi.
Uwielbiam Cię Panie za to, że na nowo rozpalasz we mnie charyzmat wiary i miłości. Chwała Panu
Beata

Dowiadując się o tym jaki mam temperament zyskałam na nowo swoją tożsamość. Pragnę uwielbiać Boga w swoim temperamencie, że to On mnie nim obdarzył dając serce wrażliwe i współczujące. Boże mój czegóż więcej potrzeba, tylko przytulić się do Ciebie i przyjmować łaski, aby dobrze wykorzystać w służbie te cechy, które mi dałeś.
Poczułam wolność i moc jaką daje mi Jezus.
Ewa
P.S. Dziękuję, że z Tobą Jezu, z Twoją pomocą zrobiłam krok w swojej dojrzałości dziecka Bożego.

W tych rekolekcjach dziękuję Ci Jezu, że gdy się nie spodziewam Ty masz dla mnie zaskakujące niespodzianki. Za to, że uświadomiłeś mi potrzebę pracy nad przeszłością - poukładaniem jej, chociaż już uważałam, że nie trzeba do niej wracać.
Dziękuję za nowego ducha.
Za łaskę wyzwalania z hamujących węzłów.
Jezu jesteś wielki!
Teresa

Panie Jezu!
Pragnę Ci podziękować za to wszystko, co dla mnie czynisz, że jesteś obok mnie, czuwasz nade mną. Dziękuję Ci za Twoją miłość, za to, że dałeś mi taką rodzinę, która potrafi obejść się beze mnie w czasie rekolekcji, za czas poznawania siebie, a przede wszystkim za tę bliskość Twoją - tu i teraz. Dziękuję za to, co we mnie zmieniasz na lepsze, za osoby, które pomagają mi zrozumieć samą siebie i może wreszcie zaakceptuję siebie na dobre.
Panie Jezu, dziękuję Ci szczególnie za ks. Grzegorza, którego na czas rekolekcji przesłałeś do nas.
Małgorzata

Dziękuje Ci Jezu, za to, że na nowo odkryłam wartość wspólnoty. Dziękuje za to, że jestem kimś wartościowym i mogę dać wiele innym, uświadomiłeś mi to Panie tutaj. Wiem również, że wiele pracy przede mną, ale z Tobą nie boje się, bo zawsze jesteś!

Jezu dziękuje Ci za ten święty czas, który mi dałeś. Poczułam na nowo Twoją moc i miłość. Widzę wyraźniej, że wszystko co mnie spotyka na drogach życia jest dobre nawet te złe doświadczenia. Uczę się kochać siebie, bo to co Ty stworzyłeś musi być piękne. Wiem, że moje decyzje muszą być przemyślane i dobrze rozeznane. Pan Bóg się nigdy nami nie znudzi i podnosi nas z upadków, a Maryja pomaga nam rozplątywać to co sami zasupłaliśmy. Amen

Dzięki Ci Jezu za otrzeźwienie. Mimo moich wad, które mnie denerwowały, dołowały Ty uświadomiłeś mi, ze stale mnie kochasz, szukasz i podnosisz. Zostawiam tu moje wady (szczególnie te związane z temperamentem) a chwytam się Ciebie. Postanawiam więcej czasu poświecić na adoracje Najświętszego Sakramentu po to, aby polubić siebie i Twoimi oczami patrzeć na wszystkich wokół mnie.

Dziękuję Ci Panie Jezu za dar pogłębienia mojej wiary.
Dziękuję, ze mogłam być na tych rekolekcjach.
Dziękuję za otwarcie mojego serca na inne osoby.
Dziękuję za wszystkie wspólne modlitwy.
Panie Jezu, ufam że poprowadzisz mnie ścieżką prostą wśród burz życia codziennego.
Dziękuję Ci.

Poczułem na tych rekolekcjach, że Bóg naprawdę mnie kocha. Potwierdził to po raz kolejny w tym roku. Pragnie uzdrawiać moje zranienia. Zapewnia mnie, że ta wielka burza będzie przez Niego uciszona, że muszę mu tylko w pełni zaufać, a wtedy wszystko się uspokoi. Zapewnił mnie, że On nie robi bubli i że mogę żyć pełnią życia - życia z Nim i w Nim. Napełnił mnie wiarą i nadzieją na stworzenie rodziny. Pan jest w łodzi mojego życia!
Mam budzić Boga w sobie, w swoim sercu. Otrzymałem dar, łaskę zrozumienia moich błędów - przynajmniej niektórych i zobaczenia ich w świetle miłości Boga.
Z Bogiem jest wszystko możliwe!

SESJA ZIMOWA KATOWICE-BOGUCICE 2017

Świadectwa

Dzięki Ci Boże za ten czas rekolekcji, który został mi dany. Bądź uwielbiony Panie w tych, którzy głosili konferencje. Aby usłyszeć głos Boga muszę budować w sobie ciszę, umiejętnie słuchać i prosić o "światłe oczy serca". Ks. bp Andrzej Siemieniewski przypomniał historię Odnowy Charyzmatycznej i wezwał, aby wrócić do wartości Odnowy: mocy i ewangelizacji. Rozważania o rozmnożeniu chleba (Mk 6, 30-44 i Mk 8, 1-9) były bardzo poruszające. Słowa Jezusa " Wy dajcie im jeść" dotknęły mnie osobiście. Nie zaprzestaję dziękczynienia Bogu za ten dar rekolekcji.
Chwała Panu
Zofia z Rybnika

Chcę podziękować Bogu, że mogłem uczestniczyć w rekolekcjach. Wezwanie Jezusa " Wy dajcie im jeść" odebrałem jako skierowane do mnie. 10 lat temu otrzymaliśmy od Ducha Świętego i Pallotynów prezent - Adopcję Serca dla afrykańskiego chłopca - Franciszka. Jest on z wielodzietnej, bardzo biednej rodziny. Ukończył już szkołę średnią i adopcja też się skończyła. Sesja w Bogucicach przekonała mnie, że powinniśmy kontynuować Adopcję Serca dla następnego dziecka. Wezwanie aby powrócić w czasie Jubileuszu Odnowy do swojego rodu duchowego przeniosło mnie wspomnieniami do dzieciństwa. Widzę jak wiele otrzymałem od Matki (Ojciec zginął w 1945r) i tej rodziny wujka, gdzie mieszkaliśmy. To była szkoła nie tyko duchowego ale również praktycznego chrześcijaństwa. Pamiętam z tamtych lat teksty modlitw, psalmów i pieśni śpiewanych w kościele i w domu. Dziękuję Bogu za ten bogaty czas rekolekcji.
Chwała Panu
Teodor z Rybnika

Dziękuję Panu Bogu za dar rekolekcji, za ten czas łaski. Za tych którzy głosili konferencje. Słowa które zapadły głęboko w moim sercu z I księgi Królewskiej jak Salomon prosi Pana Boga o serce słuchające, pełne mądrości, roztropności, posłuszne które pozwala się uczyć. Ważne jest aby ponawiać chcę Ciebie spotkać Panie, chcę Ciebie słuchać, stawać się jak dziecko, stawać w prawdzie przed Panem Bogiem, nie koncentruję się na moich wadach, słabościach, że czegoś mi brak ale koncertuję się na Panu Bogu. "Panie mów bo sługa Twój słucha"
Alina z Katowic - Bogucic

Szczęść Boże!
Tegoroczna zimowa sesja w Bogucicach była znów nadzwyczajna. Sam temat: "Nie zaprzestajcie dziękczynienia, modląc się o światłe oczy serca" - otworzył mi serce i oczy a także uszy. Bo to co nowego usłyszałam, to były, to są nowe „perły” które znów umocniły moją wiarę, moje poznanie i bliskość Boga w Słowie.
Tak pierwszego dnia dr Ewa wyjaśniała jak słuchać aby słyszeć i jak otworzyć serce aby było słuchające i kochające. A drugi dzień – spotkanie z księdzem biskupem Andrzejem Siemieniewskim – to było dla mnie "Mistrzostwo świata" - "Światłe oczy serca" - nie potrafię w zachwycie napisać prostych słów podzięki za te kilka konferencji ... tę prostotę słowa, która zapisała się głęboko w pamięć i serce.
Dziękuję odpowiedzialnym za organizację i prowadzenie!!!
Gdyby nie te rekolekcje nasze „naczynia” stawałyby się puste ...
Zaś podładowane duchowe „akumulatory” „zasilają” nas by udźwignąć to co niesie codzienność, pozwalają czerpać by dzielić się doświadczeniem wiary z innymi i tak aż do następnej sesji ...
DZIĘKI – DO ZOBACZENIA W CZĘSTOCHOWIE I RZYMIE!
A może w innej grupie, na kolejnym Jubileuszu?
Urszula z Paprocan :-)

SEMINARIUM 2021

Świadectwa

Treści seminarium nie były mi obce więc na początku nie czułam się nimi szczególnie zbudowana. Jednak po jednej z konferencji, Bóg wprowadził mnie do najgłębszych i nie znanych mi dotąd sfer mojego życia. Nie czułam jednak lęku w odkrywaniu tego co było już trudne, a jeszcze do końca nieznane, bo Bóg prowadził mnie w tę nową rzeczywistość z Jego Delikatnością, Miłością i Czułością. Otwierał najpierw moje serce abym sercem wszystko przyjęła, a potem oczy abym zobaczyła wszystko Inne, Nowe. Bóg w tym co wydawało mi się już słyszane i znane pokazał mi nowe treści i nowe obrazy Swojej Nieskończonej Miłości. Czuję, że seminarium miało mnie przygotować do przyjęcia trudnej prawdy. Bóg zawsze właściwie wybiera czas i miejsce a drogi którymi do nas dociera są niezbadane... Dziękuję Ci Panie że wybrałeś taką piękną drogę do mnie. Chwała Tobie Panie za ten czas Seminarium i łaskę którą mnie obdarowałeś!
Renia

Dziękuję Bogu, że mogłam uczestniczyć w Seminarium Odnowy w Duchu Świętym, za wszystkie konferencje i rozważania. Przypomniały mi moje wcześniej przeżyte seminaria i umocniły mojego ducha i wiarę. Najbardziej dotknęła mojego serca modlitwa oddania Panu Jezusowi całego mojego życia. Pragnę odmawiać ją każdego dnia, abym potrafiła służyć darami Ducha Świętego Bogu i Kościołowi Świętemu. Pomocą dla mnie są też słowa Psalmu 119, które otrzymałam i którymi będę się codziennie modlić. Proszę o błogosławieństwo dla wszystkich.
Marysia

Mój udział w seminarium niech będzie podziękowaniem Bogu za dar wiary i modlitwy. Przeprowadzenie seminarium pokazało, że prowadzenie Ducha Świętego wynikające z zawierzenia czyni możliwym rzeczy technicznie trudne do zrealizowania. Myślę tu również o dwóch naszych uczestniczkach grupy Kanaan, które nie wycofały się mimo choroby. Mamy rok świętego Józefa, a ja osobiście mam zadawnioną przyjaźń ze świętym Józefem i myślę, że On często się wtrącał. Seminarium sprawiło, że poczułem mocniej, że Osoby Trójcy Świętej i Maryja są liderami naszych grup Odnowy i są bardzo osobowo obecni w naszych spotkaniach. Chwała Panu.
Teodor, grupa Kanaan

Bądź uwielbiony i dzięki Ci Boże, za ten czas przeżywania Seminarium. Dzięki Ci Panie za tych, którzy przygotowali te rekolekcje i za tych, którzy wzięli w nich udział. Szczególnie za siostry z mojej grupy. W okresie tej trudnej izolacji, kiedy nie możemy się spotykać, te grupki dzielenia były dla mnie bardzo radosne i kształtujące. Bądź uwielbiony Boże Ojcze w tym czasie wzrostu i pogłębienia mojej wiary. Dzięki Ci za wszystkie otrzymane łaski. Bądź uwielbiony Jezu w kapłanach i w ich posłudze oraz w tych, którzy głosili konferencje. Dzięki Ci Jezu, Ty leczysz moje serce, duszę i ciało. Bądź uwielbiony Duchu Święty Boże w tych wszystkich darach, które otrzymałam, w Twoich natchnieniach i prowadzeniu. Chwała Panu.
Zofia, grupa Kanaan

Dziękuję Ci Panie Boże za to, że mogłam wziąć udział w Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym. Dziękuję za trud i pracę organizatorów, za wspólnotę, z którą się razem modliłam, w której wspieraliśmy się nawzajem i gdzie staliśmy się sobie bliscy. To był i jest namacalny dowód obecności działania Ducha Świętego. Innym radosnym dowodem było moje doświadczenie z pobytu w szpitalu w dniach od 18 do 22 stycznia, gdzie przeszłam operację. Doświadczyłam umocnienia dzięki modlitwie, między innymi osób z mojej grupy. Pomimo trudnych warunków w szpitalu (epidemia Covid 19) i zagrożenia związanego z operacją, był we mnie spokój i przekonanie, że jakkolwiek będzie, to będzie dobrze, bo Bóg jest dobry. Prosiłam o udaną operację, ale też modliłam się: „Bądź wola Twoja”. Również pobyt z czterema pacjentkami na jednej sali pokazał mi, że mogę się z nimi podzielić moją wiarą w trudnych momentach życia. Zwykle w takich sytuacjach modliłam się dyskretnie i nie wspominałam o wierze. Tym razem nie czułam obaw, że mogę kogoś urazić, czy zrazić. Opowiadałam o sytuacjach, kiedy Bóg działał cuda w moim życiu i tak też to nazywałam. Modliłam się na różańcu i przez słuchawki słuchałam mszy świętej z Żor i konferencji. Czytałam i rozważałam Pismo Święte. Słuchałam też opowieści dziewczyn z sali – o ich życiu, również frustracjach związanych z wiarą i Kościołem. Zdziwiło mnie, że w ogóle nie oceniałam ani nie próbowałam nakłonić ich do mojego spojrzenia. Pojawiła się bliskość, czułość i współczucie. Rozstawałyśmy się jak siostry albo przyjaciółki, mimo dużej różnicy lat. Do dziś czuję wdzięczność i radość. Kolejny raz doświadczyłam obecności Boga Ojca, miłości Jezusa i prowadzenia Ducha Świętego. Nie ma przypadków. Dziękuję. Chwała Panu.
Magdalena, grupa Kanaan

Dziękuję Bogu,że mogłam uczestniczyć w Seminarium Odnowy w Duchu Świętym.Przez kilka tygodni mogłam odnowić i pogłębić swoją wiarę i życie z Bogiem.Przypomniałam sobie,że jestem Twoją umiłowanią córką zdarzało mi się o tym zapomnieć w ciężkich chwilach.Dziękuję Boże za ten przepiękny czas który mi dałeś,za Twoją miłość która mnie nie opuszcza i pozwala przeżyć trudy i cierpienia.Dla Ciebie Boże nie ma rzeczy niemożliwych.W tym trudnym czasie,czasie pandemi mogłam uczestniczyć w wylaniu Ducha Świętego.Chwała Panu
Basia, grupa Kanaan

Ja również tak jak i Wy kochane seminarzystki przeżyłam piękną ucztę duchową. To dla mnie jak Wesele w Kanie Galilejskiej. Za pośrednictwem Ulubienicy Ducha Świętego-naszej kochanej Mamusi z Nieba, która poprosiła by słuchać i robić co nam Jej Syn a nasz Zbawiciel powie. Osobiście odczuwam, że w trakcie trwania seminarium stała i prowadziła mnie Najświętsza Panna Maryja.  Jej opiekę i obecność czuję od jakiegoś czasu. Trudno mi teraz bardziej precyzyjnie to określić. Mogę jednak zaświadczyć, że dzień spotkania w Parafialnej Kaplicy w Halembie w obecności  Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie w modlitwie uwielbienia po czym nastąpiło „wylanie” jeszcze mocniej mnie w tym utwierdziło. Po zakończeniu naszego „Święta” wiem, że Panna Maryja ma mnie w swojej opiece i wszystkich, którzy o to proszą. Dzisiaj mija rok od śmierci mojej Mamy. 11.02.2020r. o godzinie 21,00 zmarła w wielkim cierpieniu  po ciężkiej chorobie nowotworowej. W tym dniu rano w naszym Sanktuarium Matki Bożej z Lourdes również tak jak i dziś odbywały się uroczystości odpustowe. W związku z tym zaplanowałam sobie urlop w pracy . Pragnęłam w tym dniu za pośrednictwem Maryi   opiekunki chorych prosić o łaskę ulgi w cierpieniu dla mojej Mamy. Pamiętam jak zatopiłam się w modlitwie różańcowej  i tak bardzo duchowo przytuliłam się do Matki Bożej. Myślę, że Ona też ponieważ o godzinie 21,00 w godzinie Apelu Jasnogórskiego Mama zmarła. Przestała cierpieć. Piszę o tym ponieważ dzisiaj  uświadomiłam sobie, że to początek – łaska działania daru o który prosiłam- daru rozeznawania. Teraz już Wiem, że jeżeli proszę z wielką miłością, pokorą zawsze mogę liczyć na miłość jaką obdarza mnie Jezus i Maryja. Cieszę się ogromnie, że mogłam razem za  Wami przeżyć te piękne chwile. Dziękuję Ilona z Kochłowic. Chwała Panu. Amen.
Ilona z Kochłowic

Mam na imię Renata chciałam dać świadectwo uczestniczenia w Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. W czasie uczestnictwa miałam problem z otwarciem stron do rozważań na każdy tydzień, ale dzięki przesłanumu linku na skrzynkę pocztową mogłam rozważać każdy tydzień. Jestem wdzięczna Jezusowi, że przez uczestnictwo przymnożył mi wiary, dodał nadzieję, że modląc się pobożnie, uczestnicząc we Mszy Świętej ze świadomością że sam Jezus Chrystus nasz Zbawiciel jest z nami, a Matka Boża wstawia się za nami oddałam mu moje życie żeby mnie prowadził. Podczas wylania Ducha Świętego poczułam taką radość w sercu, że nie mogłam powstrzymać się od łez szczęścia za miłość jaką otrzymałam od Boga. Tą miłością chcę się dzilić z innymi. Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu teraz i na wieki wieków Amen.
Renata, grupa Kanaan

Dziękuję Panu Bogu że mogłam uczestniczyć w tym Seminarium. Był to dla mnie bardzo trudny czas choroba na coronowirusa nie pozwoliła mi skupić się w pełni na rozważaniach Pisma Św. Byłam chora sama w domu mąż i mama w szpitalu ogarniał mnie lęk. Mimo wszystko starałam się czytać Słowo Boże i wielbić Boga i czułam że jest we mnie coraz więcej ufności. Duch Święty przemieniał moje wnętrze i pomógł mi przezwyciężyć wiele ograniczeń i zbliżyć się do Boga. Chwała Panu Bogu.
Maria, grupa Kanaan

Dziękuję Bogu i wszystkim, którzy przyczynili się do tego, bym mogła uczestniczyć w seminarium. Najbardziej moje serce poruszyła konferencja brata Williamsa, o Maryi i różańcu. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że zawsze ze wszystkim mam przychodzić do Mamy Jezusa. Natomiast, podczas modlitwy  kapłana i wspólnoty o wylanie darów Ducha Świętego, miałam możliwość wpatrywania się w Przenajświętszy Sakrament. To dar sam w sobie. Bogu niech będą dzięki za to! Dziękuję Bogu za Słowo, które zapewniło mnie o Jego miłości i nieustannej trosce. Chwała Panu!
Julia

Wylanie Ducha Świętego było dla mnie szczególnym rodzajem modlitwy wstawienniczej o napełnienie mojej osoby Duchem Świętym. Ta modlitwa była poprzedzona kilkutygodniowym czasem Seminarium. Pełne oddanie się Duchowi Świętemu. Proszę, aby wyzwolił mnie ze wszystkiego, co jest przeszkodą w Jego działaniu, aby złamał moja pychę, egoizm, strach czy obojętność. Łaska wylania Ducha Świętego - miłość, wiara, modlitwa. Jezus mnie ukochał i dał radość bycia z braćmi i siostrami. Bardziej przybliżyłam się do Kościoła. Dało mi to bardzo dużą moc, siłę i odwagę w posłudze podczas Mszy Świętej - czytaniu Pisma Świętego i śpiewaniu psalmów.
   Duchu Święty, duszo mojej duszy
   uwielbiam Cię, oświecaj mnie
   Umacniaj, pocieszaj, pouczaj, co mam czynić.
anonimowe

Co zmieniło w moim życiu Seminarium Odnowy w Duchu Świętym?

W moim życiu to już trzecie Seminarium, w którym uczestniczyłam. W grupkach spotykałam się tu na terenie parafii Świętej Barbary, ponieważ uważałam, że spotkania online nie spełnią moich oczekiwań. Żywe spotkania z innymi uczestnikami seminarium, podczas których można wspólnie się pomodlić, podzielić się własnymi przemyśleniami i świadectwem, są niezastąpione. Seminarium, w moim przypadku, okazało się następnym stopniem pogłębiania wiary, przeżywania jej w świadomości nieskończonej Miłości Bożej i ufnego oddawania swojego życia Jezusowi Chrystusowi każdego dnia i w każdej chwili.
Czuję jak Pan w miarę coraz większej ufności mojej daje mi prawdziwy pokój duszy i radość bycia Jego dzieckiem. Uczę się oddawać Mu moją przeszłość, której przecież nie zmienię - nie rozpamiętywać jej uporczywie zadręczając się myślą, że gdyby czas się cofnął postąpiłabym zupełnie inaczej. Teraz już wiem, że nasz Pan jest naprawdę wszechmogący i miłosierny; widząc naszą ufność i oddanie, z naszych błędów potrafi wyprowadzić dobro.
Uczę się oddawać Mu moją przyszłość i nie martwić się tym co może mnie jeszcze spotkać bo Jezus i Najświętsza Panna zawsze Dziewica, której szkaplerz noszę, zawsze są ze mną.
Uczę się żyć teraźniejszością bo w niej mogę rozeznawać wolę Bożą, którą chcę urzeczywistniać i która jest moim prawdziwym pokarmem i wielką radością.
Rozumiem, że Seminarium musi owocować również dla innych, których Jezus stawia na drodze mojego życia. Modlę się, jak wszyscy z Odnowy, w intencji wszystkich żyjących i zmarłych pokutujących w Czyśćcu. Staram się uczestniczyć często we Mszy Świętej, również w tygodniu.
Tak naprawdę dopiero niedawno dotarło do mojego serca jak ważna i święta jest Najświętsza Eucharystia. Kiedy tylko mogę adoruję Najświętszy Sakrament.
Obecnie, dzięki Wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym, nabrałam większej odwagi w publicznym wyznawaniu wiary oraz dawaniu drobnych świadectw, zwłaszcza w środowisku swojej pracy.
Dobrze pamiętam o wielkiej życzliwości i wsparciu modlitewnym osób z Odnowy w bardzo ciężkim okresie mojego życia. Otrzymałam również pomoc w postaci bezcennej lektury o tematyce religijnej, która podniosła mnie na duchu i odpowiednio ukierunkowała. Dostałam piękny różaniec z Medjugorie - jest w moich rękach codziennie.
To zainspirowało mnie niedawno do zakupu ciekawych pozycji książkowych o tematyce religijnej aby następnie rozprowadzać je wśród koleżanek z pracy i nie tylko. To był „strzał w dziesiątkę”! Jest duże zainteresowanie. Są nowe tematy do rozmowy.
Muszę tu nadmienić, że do tej inicjatywy ostatnio przyłączył się nasz kapelan szpitalny ks. Marek Gwioździk dając „w obieg” swoje ciekawe książki dotyczące wiary.
Kiedyś w rozmowie zwróciłam mu uwagę, że oprócz tego, że posługa duszpasterska jest potrzebna chorym, nam - personelowi szpitala - kapelan potrzebny jest również i byłoby fajnie gdyby częściej zaglądał do naszych dyżurek. ks. Marek najwidoczniej wziął sobie do serca tą uwagę bo od tamtej pory jest rzeczywiście jest naszym częstym gościem. Gdyby nie ograniczony czas jakim my i on dysponujemy rozmowy trwałyby w nieskończoność. Ludzie z czasem zaczęli się otwierać radząc się niejednokrotnie księdza w różnych swoich problemach. To również był strzał w dziesiątkę!
Dzięki jego wytrwałości, wysokiej kulturze osobistej, poczuciu humoru, skromności , bezpośredniości w obcowaniu z drugim człowiekiem oraz wyrozumiałości dla naszych problemów zawodowych i życiowych ks, Marek stał się pożądanym gościem w dyżurce -jednym słowem „swoim człowiekiem”. Co zauważyłam - zmieniło się nastawienie kilku moich kolegów ratowników i koleżanek pielęgniarek do kapłanów. Wcześniej postawa ta była, delikatnie mówiąc, nieufna i nieprzyjazna.
Może to wszystko nie przekłada się na wzrost liczby uczestniczących we Mszach Świętych w naszej pięknej kaplicy szpitalnej ale uważam, że nie należy się nie zniechęcać i robić swoje kierując się Bożą Miłością.
Cieszę się, że nasza kochana liderka Stasia wciągnęła mnie i mojego męża na listę uczestników Seminarium. Mogę tylko żałować, że nie mogłam w stanie uczestniczyć we wszystkich spotkaniach
Dorota, Bieruń 16.02.2021

DZIEŃ JEDNOŚCI 9 października 2021

Świadectwa

Byliśmy spragnieni takiego spotkania. Bardzo wartościowe, bogate w treści konferencje, kazanie biskupa i Adoracja. Ważna myśl, aby rozwijać w sobie kulturę życia wydarzeniem Pięćdziesiątnicy. A więc, mieć świadomość nieustannej obecności i działania Ducha Świętego.
Agnieszka

Bogu niech będą dzięki za możliwość przeżywania Dnia Jedności. Wielkie podziękowania dla organizatorów, za ich zaangażowanie, za dar wspólnoty. W porywających konferencjach O. Hydena czuć było moc i działanie Ducha Świętego. Radujemy się Dobrą Nowiną, że Pan Jezus wybrał nas takimi, jacy jesteśmy i w naszej niedoskonałości, tak jak apostołowie, zostaliśmy powołani i posłani. Mamy zaczynać od Jezusa, nie od nas samych. I nie skupiać się na naszej grzeszności, ale na Bożej Miłości. W tym błogosławionym czasie dostaliśmy słowa otuchy i umocnienia. Ważne, by w trudnościach i problemach, jakie my, Kościół i Ojczyzna i Europa przeżywamy, nie załamywać się, bo Bóg działa w swej mocy, Słowie, sakramentach. A my mamy i chcemy trwać w wierności naszemu jedynemu Panu i Królowi, Jezusowi. Każdego dnia doświadczamy Daru Łaski.
Chwała Panu!
"Narodzenie" Katowice Koszutka

Dziękuję za możliwość uczestniczenia w Dniu Jedności. Bardzo ciekawy program i wartościowe treści. Bardzo dobra organizacja, za którą duże podziękwanie! BÓG ZAPŁAĆ! Wystąpienia O. Haydena ubogacające i motywujące. Eucharystia, adoracja i agapa jednoczące nas między sobą i wokół Chrystusa. Wyjechałam umocniona i bogatsza o nowe doświadczenie wspólnoty. Za wszystko Bóg zapłać!
winmeg

Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu miałem obraz który przedstawiał cieniutkie nitki, które były rozwieszone nad naszymi głowami a na nich były zawieszone kropelki wody (coś jak zroszona poranna pajęczyna). Te kropelki spadały na nasze otwarte dłonie i na nas samych. Im szerzej otwarte ręce i dłonie tym więcej kropelek wody spadało na nie. Te same kropelki spadały na tych, za których się modliliśmy a szczególnie na tych, których obejmowaliśmy swoją własną intencją. W każdej z tych kropelek była inna łaska Boża lub dar Ducha Świętego. Wierzę, że bardzo szczególnymi łaskami zostały obdarzone osoby z naszych własnych intencji. Jezus obiecał, że każda prośba zostanie wysłuchana i spełniona. Chwała Panu
Grzegorz

Dzień Jedności uświadomił mi i zagościł w moim sercu i umyśle że Bóg ma plan dla każdego człowieka. Ja mam się tylko modlić z sercem, zaufać Bogu, słuchać natchnień Ducha Świętego i czynić wolę Boga, dziękować i uwielbiać. Jemu cześć i chwała.
Maria, Tysiąclecie

Spotkał się Kościół w kościele ze swoim Panem i Bogiem. Jezus wywyższony na krzyżu i aniołowie niosący w chuście Ciało Jezusa. To piękno skłaniające do refleksji - myślę, że każdego! I słowa pouczające jak żyć, jak dążyć do świętości. Umierać każdego dnia dla siebie by Duch Święty mógł działać. Skupić się na Jego Miłości. Przyjąć Miłość by ją zanieść tam gdzie Bóg mnie pośle.
Bądź uwielbiony Panie i dodawaj łaski bym wypełniała [Twoją wolę] i pragnęła być świętą.
Jadwiga, Pszczyna

To był mój kolejny Dzień Jedności w moim życiu. Jednak inny niż poprzednie. Wyjątkowy. Przez cały czas spotkania czułam radość pokój i obecność Bożą. Konferencje wygłoszone przez gościa napełniały mnie niesamowita nadzieją, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. O Jego nieskończonym miłosierdziu. Podczas adoracji gdy Jezus został wystawiony w Najświętszym Sakramencie na ołtarzu w sercu powiedziałam Jezusowi: Oddaję Ci moje życie. Niech się wypełni Twoja wola w moim życiu. W tej chwili dostałam dar łez i zaczęłam płakać. Jezus mnie dotykał, uzdrawiał i oczyszczał. Prowadzący miał słowa poznania: "Pan Jezus przychodzi z łaską przebaczenia do osób, które noszą w sobie żal do osób które je skrzywdziły" poczułam pokój i wolność. Następnie padło słowa poznania "Pan Jezus dotyka chore barki i chore kręgosłupy" - w tym momencie takie ciepło poczułam na moim barku. Miałam wtedy również dar łez. Jezus uzdrowił moje ciało i duszę. Teraz już mogę sama zaświadczyć, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Gdy tylko mu się całkowicie oddamy i zaprosimy Go do swojego życia, On działa. Jezus jest najlepszym lekarzem duszy i ciała. Jedynym źródłem prawdziwej miłości i pokoju. Chwała Panu!
Aleksandra, Katowice

SESJA ZIMOWA BIERUŃ 2023

Kiedy ks. Roman Berke zaproponował byśmy podczas adoracji przypomnieli sobie, co dotąd przeżyliśmy, uświadomiłam sobie, że dzięki Odnowie w Duchu Świętym otrzymałam wiele dobra. To tu poznaję Osobę Ducha Świętego, to tu poprzez formację mogę dojrzewać w wierze. A gdy zapał przygasa, to On na nowo wzmacnia, dodaje "orlich skrzydeł". To tu tworzymy relacje, by wspólnie budować Królestwo Boże. Nie starzejemy się, ale dojrzewamy i ciągle możemy dawać dobre, duchowe owoce.

Zaś konferencja o. Haydena była dla mnie uwielbieniem Jezusa odrzuconego, który odrzucenie przemienia w miłosierdzie.

Płaczem Jezusa, które stało się ciałem jest kapłan Bardzo poruszyły mnie te słowa! Jezus przez sakramenty, których szafarzami są kapłani, swoje odrzucenie przemienia w miłosierdzie. To dzieje się zwłaszcza w sakramencie przebaczenia, byśmy ciągle na nowo dzięki łasce, karmiąc się Ciałem i Krwią Chrystusa, mogli się uświęcać.

Dobrze było się spotkać, wspólnie modlić, śpiewać, porozmawiać.

Bogu chwała, ludziom dzięki, Księdzu Tadeuszowi Skrzypczykowi, Eli z radą, diakoniom, organizatorom i odpowiedzialnym za ten czas łaski - Chwała Panu!
Wanda i Ula wspólnota "Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni" Tychy-Paprocany

Podczas Sesji zauważyłem obraz przedstawiający św. Józefa z dzieciątkiem Jezus na rękach, znajdujący się w prawej nawie kościoła NSPJ w Bieruniu. Na obrazie Józef trzyma w ręku lilię, symbol czystości i świętości. Ale ta lilia wypadłaby mu z ręki, gdyby nie podtrzymywał jej swoją rączką mały Jezus. Nie przestawaj trzymać nas w swoim ręku, Panie.
Andrzej

SESJA ZIMOWA BIERUŃ 2024

I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała Ez 36,26

Wczoraj na Sesji zimowej OWDŚ w Bieruniu, podczas błogosławieństwa indywidualnego Najświeższym Sakramentem Jezus "wlał" w moje serce tak wielką miłość, że nie mogłem wstać i łzy leciały mi same. Chwała Panu.
Marek

W dniach 27-28.01.2024 r. brałam udział w Sesji. Nie wiedziałam czy dam radę w niej uczestniczyć, ponieważ od 3 miesięcy moje serce jest w żałobie i ciszy. W sakramentalnym małżeństwie przeżyliśmy ponad 44 lata, a przez te lata codziennie wiedziałam gdzie jest mój kochany mąż. Teraz moja wiedza „gdzie jest mój mąż” została poddana próbie. Na Adoracji, zachęcona słowami kapłana, położyłam u stóp Jezusa doświadczenie mojej bezsilności. Kapłan prosił, aby Jezus dotknął naszych serc, aby wyzwolił nas z tych opresji i napełnił miłością, która się nie poddaje, nie zniechęca, nie ustaje. Aby dał nam duchowość waleczną … uczynił nas swoimi wojownikami, dał nam mentalność zwycięzców … Aby przesunął granice zaufania … To słowo mnie bardzo dotknęło, było skierowane do mnie. Jezus ma MOC przesuwania moich granic zaufania! Moc uzdrowienia. Jego Słowo staje się lekarstwem na moją bezsilność i słabość. To czas łaski.
Po Adoracji otrzymałam Słowo Boże: 1 Tm 6,11-16 (Zachęta do wiernej służby):
„Ty natomiast, o człowiecze Boży (…) podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością! Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne: do niego zostałeś powołany i [o nim] złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków. Nakazuję w obliczu Boga, który ożywia wszystko, i Chrystusa Jezusa - Tego, który złożył dobre wyznanie za Poncjusza Piłata - ażebyś zachował przykazanie nieskalane, bez zarzutu aż do objawienia się naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Ukaże je, we właściwym czasie, błogosławiony i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, jedyny, mający nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną, którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć: Jemu cześć i moc wiekuista! Amen.”
I jeszcze 1 Tm 5,5:
Ta zaś, która rzeczywiście jest wdową, jako osamotniona złożyła nadzieję w Bogu i trwa w zanoszeniu próśb i modlitw we dnie i w nocy.
Dziękuję Tobie Jezu za Twoje Słowo i Ducha Świętego Pocieszyciela,
za DAR SPOTKANIA CIEBIE,
za Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, diakonię i naszą Grupę,
za Twoich kapłanów: O. Cypriana i ks. Tadeusza.
Urszula

Jestem synem, mężem, ojcem i byłym żołnierzem.
Byłem wychowywany w chrześcijańskiej rodzinie gdzie obowiązkiem było uczęszczanie co niedzielę na Mszy Świętej. Udział w takiej uroczystości był dla mnie nic nieznaczącym obowiązkiem.
Z dzieciństwa pamiętam jak rodzice kupowali drzewka szczęścia, było wahadełko, bioenergoterapia. Już od siódmego roku życia trenowałem wschodnie sztuki walki. Razem z tatą jeździłem na obozy sportowe, a będąc już nastolatkiem pojawiły się medytacje. Cały mój świat był wypełniony treningami i medytacją. Czułem się niezniszczalny. Wmawiałem wszystkim o doskonałym samopoczuciu, a nie zauważałem wzmagającej się we mnie agresji. Prowokowałem bójki. Biłem braci i to czasami do upadłego. Próbując odnaleźć swoje miejsce na świecie. Ostatecznie po kilku porażkach zawodowych postanowiłem iść do wojska. Gdzie indziej mógłby się sprawdzić taki gość jak ja. Przecież tam takich potrzebują, sobie pomyślałem.
W wojsku pojechałem na pierwszą misję do Bośni i Hercegowinę. Prosta przyjemna misja, która w głównej mierze polegała na szkoleniu. Każdy jeden dzień był podobny. Dla mnie najważniejsze było wygospodarować czas na trening własny oraz medytację. Ze względu, że była to misja pokojowa w weekendy można było wyjeżdżać na wycieczki byle by stan osobowy na jednostce wynosił siedemdziesiąt procent. Głównym kierunkiem takich wycieczek była Chorwacja. Sam nie jeździłem, bo miałem treningi. Pewnego dnia na bazie zjawił się Ksiądz Kapelan i za pośrednictwem Dowódcy Kompanii poprosił o pomoc w uprzątnięciu kaplicy gdyż obecnie pełnił funkcję magazynu. W pierwszy dzień porządków zgłosiło się trzech może czterech żołnierzy niestety kolejnego dnia pozostał już tylko jeden. Ten to właśnie jeden żołnierz (mój kolega) już tydzień wcześniej chodził i marudził, prosił abym poszedł razem z nim „ogarnąć” kaplicę. Rzecz jasna, odmawiałem ilekroć go widziałem, bo miałem trening. Kiedy to nadszedł dzień w którym został sam na placu boju, przyszedł do mnie i już niemal nachalnie prosił, wręcz błagał o pomoc. Rezygnując z treningu, dla spokoju poszedłem pomóc sprzątać kaplicę. W efekcie zajęło nam to dwa dni. Żegnając się z Księdzem Kapelanem, meldując jednocześnie wykonanie zadania, Ksiądz się zapytał:
- To co w Mszy też pomożecie?
Kolega zgodził się niemalże natychmiast poczym obaj moi rozmówcy skierowali pytający wzrok w moim kierunku. Mając na uwadze, że w dzieciństwie byłem ministrantem a z wyuczonego poczucia obowiązku i tak miałem zamiar być na Mszy Świętej, nie stawiając oporu zgodziłem się przytakując głową. Pierwsza msza była zwyczajna. Na którejś z kolei Ksiądz wyzwał mnie pytającym wzrokiem do przeczytania pierwszego czytania. Sam nie wiem dlaczego się zgodziłem ale coś mnie pchało w tym kierunku. Po wejściu na ambonę wziąłem głęboki wdech i rozpoczynając powiedziałem:
„Czytanie z Księgi …” i … i nic. Nic nie byłem wstanie wydusić. W gardle poczułem kulę, serce waliło mi jak młot, na klatce piersiowej czułem ucisk jak by ktoś dociskał mnie kolanem a spociłem się tak jak bym zrobił godzinny trening. Nie byłem wstanie wydusić ani jednego słowa. Zawstydzony obróciłem się w stronę Księdza i poinformowałem że nie dam rady. Usiadłem na miejscu a Kapelan skończył czytanie.
Po zakończonej mszy poszedłem przeprosić Księdza za zaistniałą sytuację. Powiedział nie przejmuj się, czasami początkujący tak mają. Nie było to tłumaczenie dla mnie przecież już czytałem publicznie i nigdy z tym nie miałem problemu. Dopiero w nocy okazało się, że nie jestem wstanie spać. Budziłem się co jakiś czas zlany potem. Z nocy na noc było coraz gorzej. Pojawiały się sny pornograficzne z jakimiś stworkami w tle co było dla mnie przerażające i niezrozumiałe. Praktycznie co dzień moja pościel się nadawała do przebrania. Zawstydzony nie mówiłem o tym nikomu. Zresztą z kim miał bym rozmawiać. Ja instruktor walki wręcz uważany za twardziela, teraz takie problemy? Raczej został bym wyśmiany wśród kolegów. Upłynął kolejny miesiąc, a ja nie byłem w stanie już normalnie funkcjonować. Na szkoleniach nie potrafiłem się skupić i zacząłem opuszczać swoje ulubione treningi na które po prostu nie miałem siły z powodu niewyspania. Nie wiedząc co mam robić wpadła mi myśl. Brzmiała ona tak jak by ktoś do mnie mówił za plecami: Idź do Księdza Kapela. Po kilkudniowym zbieraniu się na odwagę udałem się na spotkanie do kaplicy. Zawstydzony sam nie wiedziałem co mam powiedzieć więc pokrótce przedstawiłem swój problem po czym Ksiądz zaproponował abym opowiedział o wszystkim już w ramach spowiedzi. Byłem zadowolony z takiej propozycji ponieważ, moja spowiedź najczęściej trwała góra pięć minut. W trakcie spowiedzi Ksiądz zaczął zadawać pytania które rodziły kolejne pytania i tak spowiedź trwała prawie godzinę. Po zakończeniu zapadła cisza w której pojawiły się kolejne myśli: Już po tobie, jesteś na straty. Z tymi myślami po małej zadumie Kapelan sięgną ręką w kierunku okna i zdjął obrazek leżący na parapecie. Pokazał mi na jego awersie modlitwę i kazał się ją modlić codziennie przed snem przez trzydzieści dni. Zerknąłem delikatnie i pomyślałem: Taka krótka modlitwa, co to takiego. Wieczorem usiadłem na swoim łóżku i chcąc rzetelnie wykonać powierzone mi zadanie wziąłem obrazek do ręki i wpatrując się w znajdującą tam modlitwę próbowałem ją przeczytać. Niestety nie byłem wstanie złożyć choć by jednego sensownego słowa. Tak przez koleje ponad dwa tygodnie wpatrywałem się w literki które próbowałem złożyć w słowa. Kiedy czasami już wątpiłem, że kiedykolwiek mi to się uda to słysząc ten złowieszczy głos – już po tobie, jesteś na straty. Wpatrywałem się w obrazek znajdujący się na rewersie modlitwy z którą nie mogłem sobie poradzić. Był to obrazek Świętego Michała Archanioła z egzorcyzmem. Po ponad dwóch tygodniach udało mi się to przeczytać po raz pierwszy. W ostatnich kilku dniach, wyznaczonych prze Księdza Kapelan byłem stanie przeczytać i wypowiedzieć te słowa na głos. Zakończyłem wyznaczone zadanie o problemy z snem zniknęły jak za pstryknięciem palców. Wróciłem do treningów ale nie do medytacji ponieważ w trakcie spowiedzi zostałem uświadomiony, iż to może być źródłem problemów. Wracając do codzienności nie wyciągnąłem wielkiej lekcji z zaistniałej sytuacji. Uczęszczałem na Msze a modlitwa wieczorna towarzyszyła mi tylko od czasu do czasu.
Tak jak wspomniałem w weekendy można było wyjeżdżać za bazę byle stan osobowy się zgadzał. Była to okazja aby na weekend wyjechać na odpoczynek i tak większość kolegów jeździła do Chorwacji. Sam nie jeździłem bo szkoda było mi opuszczać treningi. Ksiądz Kapelan zaproponowała wyjazd do Medziugorie Nie wiedząc dlaczego postanowiłem pojechać. Było to raczej spowodowane elementami turystycznymii ciekawością z powodu historii jak była związana z tym miejscem.
Na miejscu Ksiądz Kapelan jako przewodnik opowiadał nam o wydarzeniach i historii miejsc, które odwiedzaliśmy. W miejscu objawień mieliśmy Mszę polową a następnie kierując się malowniczymi ścieżkami w kierunku Kościoła pod wezwaniem Świętego Jakuba zatrzymaliśmy się na niewielkim placu. Tam znajdował się pomnik Zmartwychwstałego Jezusa z brązu. Słuchając historii związanej pomnikiem, wpatrując się w Pana Jezusa ogarnęła mnie taka zaduma, iż nawet nie zauważyłem kiedy odeszła cała grupa. Wracając na ziemię widziałem jak ostatni z kolegów już znika za rogiem kościoła. Zerkając na Pana Jezusa jeszcze raz kiedy to już miałem odchodzić, dostrzegłem na prawym kolanie kroplę spływającą melancholijnie. Podszedłem, wziąłem ją na palce. Wpatrując się w nią rozcierając między palcami pomyślałem: rzeczywiście ni to woda ni to olej (nawiązując do historii naszego przewodnika). Kiedy już miałem zamiar wytrzeć to w spodnie, zatrzymałem się w połowie drogi i przypomniałem sobie: o problemach z oczami.
Przed wyjazdem na misję byłem w szpitalu okulistycznym. Piekły mnie, tak jak by ktoś sypnął mi garść piasku. Lekarze twierdzili, że będzie konieczny jakiś drobny zabieg. Po wyjaśnieniach, że jadę na misję ustaliliśmy, że zgłoszę się na umówienie terminu zaraz po powrocie a do tego czasu otrzymałem zestaw kropli. Każdego dnia budziłem się z potwornym bólem oczu i rozpoczynałem dzień od kropienia aby normalnie funkcjonować.
Mając na uwadze swoje problemy coś mnie natchnęło i posmarowałem tym cudownym płynem z kolana Pana Jezusa oczy. Wpatrując się w Jego twarz po raz pierwszy w swoim życiu powiedziałem prosto z serca (tak jak bym mówił do żywej osoby): Panie Jezu wiem, że szału nie robię, ale jeśli jest taka Twoja wola to proszę uzdrów mi te oczy.
Po powrocie do bazy, dopiero po kilku dniach zauważyłem, że czegoś mi brakuje. Krople leżały na półce i nie miałem potrzeby ich używać.
Po powrocie do kraju udałem się do kliniki okulistycznej aby umówić się na planowany zabieg. Pani doktor mnie przebadała, potem sprawdzała to kolejna Pani i kolejna. Usłyszałem diagnozę: Nie wiem jak to się stało może zaszła jakaś pomyłka, ale my nie mamy co tutaj robić.
Tak rozpoczęło się moje poszukiwanie Pana Jezusa. Co prawda wiele razy moje kamienne serce było kruszone przez Pana Jezusa. Widocznie było to konieczne, ponieważ, już rok później byłem na misji w Afganistanie. Tam wyjeżdżając na swoje pierwsze zadanie bojowe czułem niesamowity strach. Kilka razy byłe w ubikacji przed wyjazdem. Kiedy doszło do momentu przekroczenia bramy bazy znalazłem się w szyku wozów patrolowych na ganerce (wieża z ciężkim karabinem na pojeździe), uświadomiłem sobie, iż moje życie tak naprawdę należy tylko do jednej Osoby. Wtedy wypowiedziałem nagłos: Panie Jezu cały Twój. Jeśli jest taka Twoja wola to pozwól mi wrócić do domu a jak nie to mnie zabierz, tylko proszę niech nie wracam jako kaleka.
I tak każdego dnia odwiedzałem kaplicę prosząc o szczęśliwy powrót do domu. Kiedy wyjeżdżałem z bazy, zawsze powtarzałem: Panie Jezu cały Twój.
Uświadomiłem sobie, że potrafię zawierzyć własne życie. Wracając do domu byłem z tego bardzo dumny, że tak potrafiłem. Nie zdawałem sobie sprawy, że duma i pycha znowu zaczęły górować, czując wyższość nad kolegami, którzy nie do końca sobie radzili ze strachem.
Szybko zostałem sprowadzony do parteru. Po powrocie z Afganistanu dokładnie dwa tygodnie później otrzymaliśmy razem z żoną diagnozę córki. Rdzeniowy zanik mięśni.
Lekarze dawali córce dwa lata życia. Wtedy uświadomiłem sobie, iż łatwo było zawierzyć własne życie, gorzej jest zawierzyć życie dziecka.
Minęło już trzynaście lat i córka ma się dobrze. Co prawda porusza się na wózku, ale nadal wierzymy w to, że jeszcze stanie na nogi. Będąc pełni wiary, zawierzyłem całą rodzinę Panu Jezusowi, pojawiły się kolejne dzieci.
Obecnie jestem szczęśliwym mężem i ojcem sześciorga dzieci.
Chwała Panu.
Robert

Utkwiły mi szczególnie słowa Ojca Moryca: że jak ktoś za bardzo zbliża się do Boga to w piekle następuje alarm, żeby zablokować i odciąć ten kanał połączenia człowieka z Bogiem. I nagle wszystko stało się dla mnie jasne. Dlaczego biorąc udział w seminarium tak trudno było mi pogodzić obowiązki w pracy z czytaniem pisma i rozważaniem każdego dnia, dlaczego z pismem w ręku zasypiałam, a w pracy dostawałam coraz więcej do zrobienia, nie mogłam w żaden sposób sobie pracy zorganizować. Miałam "związane ręce" narzucany chaos, stres, tłumaczenie się na piśmie nawet 6 minut przekroczonego czasu, itd., zmęczenie i ciągła nie wyrzucona złość na innych, na siebie, że nie umiem tego wszystkiego pogodzić a potem w soboty nadrabianie całego tygodnia. O to złemu chodziło, żebym jak najmniej otrzymała, wyniosła z tego seminarium.
Drugim takim ważnym dla mnie odkryciem było zrozumienie co to jest tak naprawdę miłość. To akt rozumu i woli a więc świadomego wyboru a nie emocji na które człowiek ma większy bądź mniejszy wpływ, które są jakby poza jego kontrolą. Serce kamienne. Czasami w niektórych środowiskach niestety trzeba mieć serce kamienne, bo inaczej pożrą cię żywcem jak kanibale. Nie zaparłam się wiary i tego nie zrobię ale stać się żołnierzem to na ten moment jestem jeszcze za słaba. Już i tak jestem w pracy "obca" i czuję to na każdym kroku. Choć nikt mi nic nie powiedział, ale to widać po zachowaniu, spojrzeniach itd. Już wiem dlaczego opiekunką moją którą wylosowałam na ten rok jest patronka tych którzy doświadczają oszczerstw, wspiera tych którzy są obmawiani. Po tych rekolekcjach wiele mi się wyjaśniło. Zdałam sobie też sprawę jak jestem jeszcze słaba i jak muszę nad sobą pracować, jak daleko mi do żołnierza, choć mentalności niewolnika chyba już nie mam.
Izabela

Ojciec Cyprian głoszący konferencje w czasie pierwszej w tym roku sesji w Bieruniu w bardzo bezpośredni sposób dotykał rzeczywistości w której żyjemy. Jego nauka była konkretna i jakże życiowa. Najbardziej pozostał w mojej pamięci fragment o Bożej Zbroi w którą każdy z nas powinien się przyodziać. (Ef 6;14-18) „Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże. W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych.”
Beata

I dam wam serce nowe. Prowadzi mnie co tak naprawdę w życiu jest ważne ; Miej serce i patrzaj w serce; to cytat wpisany kiedyś do pamiętnika. Ucieszyła mnie informacja, że nadmiar łask mogę przekierować na moich bliskich. Mam być światłem, wojownikiem, sportowcem przede wszystkim modlić się, rozważać Pismo Św. Mam słuchać innych wkładać serce do tego co robię, zawsze stać w prawdzie. Polska potrzebuje ludzi sumienia - słowa papieża Jana Pawła
Duch Św działa w sumieniu; Przyjdź światłości sumień; Cała nauka kościoła jest mi potrzebna w pogłębianiu wiary, nadziei, miłości w przelewaniu dobrych wartości bliskim i nie tylko.
Marysia